Wylejcie wodę z mórz.
"Zbliżyła się do okna.
Stała nieruchomo i niepokonana dotykając twarzą chłodnych szyb wpatrywała się intensywnie w intensywną ciemność niepokojąco spokojna wtedy właśnie znalazła się po tej drugiej stronie: biegła wzburzona poprzez zburzone miasto dekoracje miasta (most uczyniony z mgły, kościół Czterech Króli, cerkiew Trzynastu Apostołów, komisariat pod wezwaniem św. Torquemady, Biuro Ludzi Niepotrzebnych, Dworzec autobusowy gdzie koczowali przepędzeni z dworca kolejowego bezdomni, wiele ulic prowadzących na Tamten Brzeg, etc. etc.) i nagle: grzmoty, cisza poraniona grzmotami, błyskawice rozcinające na dwie krwawe części niebo. Świat burzył się przeciwko światu w którym było jej źle. Źle? Głupio. Napływały wciąż nowe fale fale wzburzonego zmierzchu tonęła w burzliwym świetle. Po burzy świeżo. Po burzy świeże, czyste powietrze. Świeże czyste powie do siebie jakby mówiła do kogoś - zapach charakterystyczny ozonu. Świat zburzony posypany połyskliwym popiołem, spopielone światło, przezroczyste zwłoki odnalazła
siebie stojącą nieruchomo i pokonaną wpatrzoną w swe czarne w czarnej szybie odbicie, tak żałosne. Bo wiem bowiem: JAM CZĘŚCIĄ JEST TEJ SIŁY KTÓRA WIECZNIE ZŁA PRAGNĄC WIECZNE ZŁO CZYNI.
Żadnych pytań?
Żadnych odpowiedzi."