Ona.

poniedziałek, 1.lutego.2010, 09:47

Ona.


"Zapadła w sen niezauważalnie i nagle. Naraz obudziła się, niespokojna. Usłyszała jakiś szmer. Nie była pewna, czy to, co się działo teraz było częścią snu, czy już nie; nie potrafiła dostrzec granicy. Czy szmer był immanentnym fragmentem snu, czy też sen został przerwany przez transcendentny szmer. Zanim otworzyła oczy, poczuła strach: w pokoju wyczuwało się jakąś obecność, coś weszło przez otwarte okno? ktoś? uchyliła powieki, ostre światło zakłuło ją w źrenice, zabolało ( jak zwykle nie zgasiła lampy!); nie ma nikogo, a jednak ta obecność ciężka i jakaś nieprzyjemna... usłyszała uderzenie skrzydeł o firankę, jakiś ptak? podeszła do okna odsunęła firankę i odskoczyła natychmiast z przestrachem a zarazem obrzydzeniem, okno i zasłony oblepiły ćmy, białe, wielki --- niemniej tylko ćmy --- próbowała je wypędzić, ale zaraz dwie czy trzy usiadły jej na ręce, poczuła nieprzyjemny dotyk, zostawiła je; zgasiła tylko światło.
Wróciła do łóżka."

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

On.

wtorek, 26.stycznia.2010, 23:03

On.


Chcę żyć dla kogoś, a nie pomimo wszystkich.
Tak bardzo, bardzo. Nawet jasna twarz księżyca, dziś blada jakaś i wychudła - przekonuje mnie, że tak dłużej być nie może. Tylko że nie ma co się dziwić, jeśli nie robi się nic w kierunku polepszenia zaistniałej sytuacji. Nie mogę, tak jak teraz, poprzestawać na nierealnych marzeniach, bezcielesnych bohaterach, bezdźwięcznych - lecz głębokich głosach. Ciemnych włosach, lekko za długich. Blondach, wpadających w krwistą czerwień świeżo upuszczonej krwi. Błękitu źrenic mających w sobie soczystą zieleń trawy i matowy połysk skorupki orzecha. Gładkości skóry, szorstkiej i nierównej, tam gdzie ktoś kiedyś niedelikatnie się z nią obszedł. Smak i zapach, taki ulotny że prawie nieistniejący. Będzie spoglądał z góry, pogardliwie, dumnie, ciepło i wyrozumiale. Będzie przyjmował do wiadomości moje wady, tak jak ja to zrobię z jego wadami. Będzie ubóstwiał moje zalety, tak jak ja będę jego zalety wyciągać na światło dzienne i napawać się nimi za każdym razem kiedy przyjdzie mi ochota. Będę pukać w jego powieki, otwierać wrota ust, gładzić wyżynę czoła, przeciągać palcami po niecce szyi, scałowywać każde zmęczenie z rąk. Nasze oddechy będą splatać się ze słodkim nocnym powietrzem, i patrzeć będę w niego, patrzeć takim żarem, taką namiętnością, że nawet ten chorobliwy księżyc przybierze barwę płatka herbacianej róży.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Komedia.

czwartek, 14.stycznia.2010, 11:16

Komedia.


Gorąco, gorąco, gorąco - i dreszcz. Błędne koło, obowiązki z których nie mogę się wywiązać, brak chęci żeby chociaż spróbować. Znikomość motywacji. Torsje.

Czy to źle że lepiej mi, kiedy wyobrażam sobie własną śmierć?


Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Dziś.

wtorek, 5.stycznia.2010, 12:56

Dziś.


"Taka ładna pogoda, czyste niebo bez jednej chmurki, mroźnie. Iść gdzieś, gdzie?
Gdzie diabli poniosą.
Gdzie sama nie może tam diabła pośle. Śle siebie z diabelnego dzisiaj w diabelne jutro.
Jutro. Jutro.
Od jutra zawsze wolała wczoraj."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wyobraźnia.

poniedziałek, 4.stycznia.2010, 01:06

Wyobraźnia.


"Niebieskie cienie na śniegu idealnie białym w oświetlonej słońcem dolinie obudziła się jednym okiem drugim natomiast spała nadal niespokojnie a nawet spokojnie słyszała łopot skrzydeł złowieszczy niezliczonych kruków nieoczekiwanie nawet dla samej siebie obudziła się również drugim okiem na samym początku dnia pierwszego. "To dobrze" pomyślała i kamień spadł jej z serca prosto na stopy bose gdy właśnie wykonywała codzienną porcję gimnastyki. Zabolało. Przyjrzała się z uwagą zmiażdżonej stopie posiniałej obdartej do krwi. Błyskawicznie postanowiła obudzić się tym razem całkowicie. Aby jednak nie wpaść w kolejną gęstwinę skamieniałych snów nie otwierała oczu dopóki nie upewniła się że na pewno nie śpi."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Godność

niedziela, 3.stycznia.2010, 13:04

Godność.


"Ulica tonęła w ciszy nagle kurtyna mgły rozsunęła się ukazując dwa wielkie rdzewiejące kontenery na śmieci, wokół których krzątały się przygarbione ludzkie postaci, pakując wydobyte ze śmieci skarby do toreb. Usłyszała strzęp rozmowy: ja tu codziennie przychodzę, zawsze coś znajdę, butelki albo nawet wyrzucone konserwy, wszystko się przyda, u mnie każdy miesiąc to samo - czy kupić jedzenie, czy lekarstwa, pół emerytury kosztowałyby mnie leki, reszta ledwo wystarcza by opłacić mieszkanie, prąd, gaz, nikt nie pomoże a dzieci... synowie już dawno wygodnie się urządzili, raz na rok przysyłają kartkę z życzeniami świątecznymi, jeden z Kanady, drugi z Australii nawet wnuków nie znam... stary człowiek to już nikomu nie jest potrzebny... tu można dużo znaleźć, te buty, które teraz mam na nogach, też stąd; tylko trzeba przychodzić wcześnie rano, żeby zdążyć przed innymi."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Niech staną zegary.

wtorek, 22.grudnia.2009, 21:56

Niech staną zegary.


"Trzymać się - ale kogo? Siebie? Mieć tylko siebie to o wiele za mało - a przecież nikogo oprócz siebie nie miała.
Trzymać się - ale czego?
Skoro w nic nie wierzyła. Skoro miłość zamieniła na nienawiść - do świata, do ludzi, do nieistniejącego Boga.

I wtedy podpaliła świat siebie Boga wszystko. Ogień był przebaczeniem i oczyszczeniem. Ogień martwy i żywy. Ogień święty i przeklęty. Na końcu początek:
Boże bólu i cierpienia
Boże bólu i goryczy
Boże bólu i rozpaczy
Boże Bólu i bólu"
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Teraz już nigdy na nic, nie przydadzą się.

poniedziałek, 21.grudnia.2009, 21:27

Teraz już nigdy na nic, nie przydadzą się.


Most i dziury w moście przez które prześwitywała głęboka pełna krokodyli i hipopotamów rzeka zauważyła ślepca idącego z białą laską i w ciemnych ciemnych okularach pomogła mu wpaść do dziury przyglądała się kto kogo dostrzegł czerwieńszy odcień czerwieni gęstą gniewną krew to ten ślepiec odgryzł całą tylną nogę hipopotamowi, następnie zdobycz zapakował do torby mrucząc godzinki: wreszcie jakieś porządne mięso na obiad w dodatku za darmo przydałoby się jeszcze coś smacznego na rosół za darmo też najlepiej ogon krokodyla jednak
gady (co za gady!) Gady
widząc co się stało ze ssakiem nie czekały na ciąg dalszy lecz błyskawicznie wyszły na brzeg z rozwiniętymi szturmówkami i transparentem:
KROKODYLE POD ŚCISŁĄ OCHRONĄ!
ZA ODGRYZIENIE KROKODYLOWI OGONA GROZI KARA DOŻYWOTNIEJ NIESTRAWNOŚCI!
SŁOWA?
SŁOWA
SŁOWA POWINNY ZABIJAĆ!

Tymczasem ślepiec zabrał się do odgryzania kolejnej nogi hipopotamowi płaczącemu wprawdzie krokodylimi łzami ale ślepca to bynajmniej i całkiem nie wzruszyło już,
już
już?
już miał odgryźć trzecią nogę lecz potężne zwierzę stanęło okoniem i odpłynęło unosząc z sobą ciemnozielony grzbiet z poprzecznymi ciemnymi pasami, amen.
Koniec przedstawienia."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.

niedziela, 20.grudnia.2009, 19:44

Jasność dnia i mrok nocy, moje słowa i śpiew.


"Znalazła się przy Domku, Chińskim, przypominającym przy dużym wysiłku wyobraźni pagodę zajrzała do środka stał tam wielki, ogromny kocioł w którym chińskie diabły, na pewno chińskie, nie miała żadnych wątpliwości, bo gdyby nie były chińskie to nie byłoby ich tak dużo, no i poza tym miały skośne ogony. Zatem te chińskie diabły gotowały w kotle biedne umęczone polskie dusze. Niektóre spośród tych biednych dusz polskich próbowały się wydostać i gdy im się to niemal udawało wówczas inne polskie dusze biedne łapały taką spryciarę i -

Z powrotem do kotła.

Tak że diabły nie musiały za bardzo pilnować. Grały w statki a te leniwsze w szachy.
- Szach.
Usłyszała. A po dwóch tygodniach
- Mat.
Nie, no tak długo nie będę czekała. Poszła. Znów przed siebie próbując niekiedy iść za siebie."

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nie potrzeba już gwiazd.

czwartek, 17.grudnia.2009, 04:27

Nie potrzeba już gwiazd.


"I dreszcze przejmują, i wody krzepną. Niewygodne orzeźwienie, zsyłane przez powietrze, tak czyste, tak ostygłe po całym dniu gorączkowej pracy. Nie miesi się dookoła, cisza cisza przeogromna.
Stuka szpilka na chodniku, skrzypi materiał kurtki, dzwoni sprzączka od torby, włoski na rękach podnoszą się z cichym szelestem - marna imitacja "gęsiej skórki".
Księżyc ze stęknięciem znika za chmurą ta połyka go z głuchym mlaśnięciem wieżowiec rozpruwa i jedno i drugie i pędzi i pędzi przed siebie ta droga czy mleczna czy polna, liść spadł umiera na ściółce agonia oddycha ostatkiem już sił westchnieniem okrutnym podkreśla swe bycie by odejść znów w spokój i niemoc i byt. A choćby cisza ciszą była najdotkliwszą, i głuchością podkreślała hałasy wszelakie, zawsze czai się gdzieś tam, tak skrycie. Wsłuchaj się w kąt pokoju, tak tuż przy podłodze - to spokój opowie Ci gdzie to on był."

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Rozmontujcie księżyc

środa, 16.grudnia.2009, 02:41

Rozmontujcie księżyc.


"Było zimno. Tak zimno, przyłożyła dłonie do zamarzniętej ziemi tam gdzieś tętni życie coś się dzieje pokazują sobie śmierć śmieją się z niej szyderczo oddychają na przekór prawom zasypiania, bo tak pięknie jest żyć kiedy dookoła jest spokój. Być małą, tak małą, zobaczyć świat w ziarenku piasku biegać nie dbając o kamień cierń czy górę, wyciągnąć belkę z oka, wchodząc po stromiźnie wspierając się na igle sosnowej wytrzymałej jak sto diabłów w piekle z garncem żeliwnym gorącym pełnym ognia i płomienia dymu czarnego spiralnego unoszącego się w dół po schodach wiodących do sedna sprawy.
Koniec początku jest tam gdzie paprocie to zieleń i zgnilizna - pokutując w niebie nie wiesz czym jest prawdziwy fałsz.
Nie obronisz się przed czymś czego nie znasz."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Wylejcie wodę z mórz

piątek, 20.listopada.2009, 20:12

Wylejcie wodę z mórz.


"Zbliżyła się do okna.
Stała nieruchomo i niepokonana dotykając twarzą chłodnych szyb wpatrywała się intensywnie w intensywną ciemność niepokojąco spokojna wtedy właśnie znalazła się po tej drugiej stronie: biegła wzburzona poprzez zburzone miasto dekoracje miasta (most uczyniony z mgły, kościół Czterech Króli, cerkiew Trzynastu Apostołów, komisariat pod wezwaniem św. Torquemady, Biuro Ludzi Niepotrzebnych, Dworzec autobusowy gdzie koczowali przepędzeni z dworca kolejowego bezdomni, wiele ulic prowadzących na Tamten Brzeg, etc. etc.) i nagle: grzmoty, cisza poraniona grzmotami, błyskawice rozcinające na dwie krwawe części niebo. Świat burzył się przeciwko światu w którym było jej źle. Źle? Głupio. Napływały wciąż nowe fale fale wzburzonego zmierzchu tonęła w burzliwym świetle. Po burzy świeżo. Po burzy świeże, czyste powietrze. Świeże czyste powie do siebie jakby mówiła do kogoś - zapach charakterystyczny ozonu. Świat zburzony posypany połyskliwym popiołem, spopielone światło, przezroczyste zwłoki odnalazła

siebie stojącą nieruchomo i pokonaną wpatrzoną w swe czarne w czarnej szybie odbicie, tak żałosne. Bo wiem bowiem: JAM CZĘŚCIĄ JEST TEJ SIŁY KTÓRA WIECZNIE ZŁA PRAGNĄC WIECZNE ZŁO CZYNI.
Żadnych pytań?
Żadnych odpowiedzi."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Zabierzcie drzewom cień.

poniedziałek, 9.listopada.2009, 01:15

Zabierzcie drzewom cień.


"Chcę biec.
Daleko, przed siebie, niech tylko zaświeci mi słońce. Proszę, proszę, proszę. Włączcie je! Czemu zawsze w takim momencie nadciąga chmura? Przychodzi elektryk, mówiąc że rachunek nie zapłacony.
Bo ja dzisiaj... boję się ciemności. Tak bardzo, bardzo. W nich aura strachu - i moc miłości. Energia cierpień - czar namiętności.
Czemu ja znam tylko strach? Czemu ja znam tylko cierpienie? I nawet nie wiem skąd ta wiedza mi się bierze! Zwykła, przeciętna, nie mogę tego w sobie pomieścić.
Szaleństwo, dziś szaleństwo mną powoduje.
Stoję, przytulona do chropowatej kory drzewa. Niech jego spokój spłynie na mnie, oczyści.
'Mój ból wsiąkał z deszczem w ziemię, takie dziwne oczyszczenie.'
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Nieistnienie

niedziela, 1.listopada.2009, 02:17

Nieistnienie


"Obudziła się, chwilę zastanawiała gdzie jest. Jaskinia była wypełniona tysiącami drobnych ogników, światełek, robaczków świętojańskich? nie, chyba nie, usłyszała jakieś śmiechy, chichoty? Obudziła się. Ale nadal nie miała pewności, czy się obudziła naprawdę, czy tylko jej się śni, że się obudziła. I natychmiast znów zasnęła, patrzyła na ośnieżone szczyty gór, to nie były Tatry, o wiele wyższe, piękniejsze, czuła dotkliwe zimno, wszystko zaczęło znikać: słońce, ośnieżone wierzchołki potężnych gór, uświadomiła sobie, że wznosi się coraz wyżej, wciąż wyżej i wyżej gdzie już nic nie istniało.
gdzie nie było światła
i gdzie nie istniała również ciemność
gdzie nie istniała cisza i
gdzie nie istniał brak ciszy
gdzie nie było szczęścia i gdzie
nie było braku szczęścia
Chwilę dłuższą od wieczności stała wpatrzona w gasnące Nieistnienie, dopóki nie stwierdziła, że i ona sama już dawno minęła, wystygła, zgasła."
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Kostka

niedziela, 1.listopada.2009, 02:05

Kostka


"(Gdyby) tak świat można było poskładać w małą kostkę i schować do kieszeni jak dziecinną zabawkę usłyszała własne słowa po co ja żyję przecież beze mnie świat istniałby również - zawsze obojętny, zawsze doskonały. Łatwo, może zbyt łatwo mogła sobie wyobrazić świat bez siebie zamkniętej w małej czarnej kostce przebitej strzałą światła poranionej nadzieją. (Otulić sie nicością.)(Dać się ukrzyżować.)"
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: